Wczorajszy dzień spędziłam tylko z Lukiem. Pytałam się go o Cornelię. Powiedział mi ,że poszła na lekcje tańca , które są tylko trzy przecznice dalej od mojego domu. Chodzę na nie, a raczej chodziłam. Pewnie instruktorka mnie wywaliła z powodu długiej nieobecności. Lubiłam te lekcje. Mogłam to nazwać odizolowaniem od problemów i w ogóle. Ale to Cornelia ma prawdziwy talent, urodziła się z tym talentem do tańca.
Dzisiejszy dzień postaram się spędzić z przyjaciółmi. Z tego co mi Hemmings mówił dzisiaj Cornelia jest wolna, więc do niej napisałam.
'Hej, sorry że się tak długo nie odzywałam :/ słyszałam ,że dzisiaj masz czas. Może o 14:00 z Lukiem tam gdzie zawsze? '
Cornelia to dziewczyna, która nigdy się nie nudzi. Ma długie blond kręcone włosy. Lubi jeździć na desce, tańczyć, pływać i nienawidzi siedzieć i nic nie robić .Kocha chodzić na zakupy i interesuje się modą. Jest w moim wieku poznałyśmy się w liceum.. ona i Luke . Byliśmy yy.. popularni w szkole. Pochodzi z dzianej rodziny i jest jedynaczką. W Londynie mieszka od urodzenia.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Dla niej telefon to cenna rzecz.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Dla niej telefon to cenna rzecz.
'Spoko'
Krótka wiadomość ,ale jakże znacząca. Teraz muszę napisać do Lucasa, to dziecko zawsze ma czas.
'Dzisiaj 14 tam gdzie zawsze, będzie Cornelia'
Mogłam się domyślić co odpisze.
'Ok kup mi Harribo ! :D '
Ponieważ na dworze jest ciepło choć słońce chowa się za gęstymi chmurami , ubrałam szorty,bluzę z rękawami do łokcia i torbę. Do torby wpakowałam moją ukochaną lustrzankę ,ręcznik i ciuch na przebranie jakby Lukowi znów przyszło do głowy wrzucenie mnie do wody.Wyszłam z domu i pobiegłam do sklepu, kupiłam mu to Harribo jeszcze na zapas i Tymbarka dla każdego. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę miejscówki. Byłam wcześniej o 10 minut niż powinnam. Miejsce jak zawsze wyglądało pięknie tylko trochę zarosło ,ponieważ nikogo jeszcze nie było wyciągnęłam ręcznik i usiadłam na nim. Otworzyłam jedną paczkę żelek i po kolei je jadłam. Wolałam nie wyobrażać sobie miny Luka, gdy to zobaczy. Zobaczyłam czyjąś rękę sięgającą od tyłu po żelka. Natychmiast się podniosłam i objęłam dziewczynę.
- Wiesz że nasz chłoptaś ci tego nie wybaczy- wskazała ręką na otwartą paczkę. Zachichotałam. Corni jak zawsze wie co powiedzieć na przywitanie, żeby było śmiesznie .
- Nie bój się, wzięłam mu drugą paczkę - obie zaczynamy się śmiać. Mimo, że tak długo się nie widziałyśmy ona i tak się nie zmieniła.- stęskniłam się za tobą, tak dawno cię nie widziałam !
- ja też - odpowiada i jeszcze raz się przytulamy,
- słyszałam, że chodzisz na lekcje tańca.
- Tak od jakiś dwóch tygodni, naprawdę musiałam dużo ćwiczyć, żeby się na nie dostać. Przez to nie mogłam się z wami spotkać. Teraz jak się dostałam zajęcia mam we wtorki i czwartki- teraz już wiem i we wtorki i czwartki będę miała czas na swoje sprawy typu samotne zakupy ,ogarnianie mieszkania , spotkanie z rodziną (przydało by się), spotkania z Niallem.. Chwila co?! Przypomniała mi się jego mina jak go spotkałam wczoraj w drodze na lody z Lukiem. Od tamtej pory się do mnie nie odzywa, nie daje znaku życia, czyżby się obraził? Nie ! Haha Niall Horan ma focha! Haha.
Nagle wokoło rozprzestrzenił się przeraźliwy krzyk. Z przerażenia obie obracamy głowę, ale widzimy tylko Luka, który wygląda jakby zaraz miał się rozpłakać. Wskazuje palcem otwartą paczkę żelków i podbiega do niej z udawanym płaczem.
- kto śmiał zjeść moje Harribo! - wrzeszczy. - nie daruję wam!
- a nie mówiłam - mówi podekscytowana Corni.
- oj, mam dla ciebie jeszcze jedną paczkę - mówię chichocząc
Corni wyciągnęła z torby koc na którym usiedliśmy i jedliśmy kolorowe misie. Po jakimś czasie został ostatni wszyscy się na niego rzucamy. Postanawiamy jednak pobić się o niego grając w '' papier, kamień, nożyce''
Ja wygrałam ,ale Luke wyrywa mi go z ręki i się śmieje wtedy Cornelia chwyta misia i wstaje.
- nie zrobisz mi tego - mówi Luke
- ej on należy się mnie! Ja wygrałam - mówię oburzona. Blondynka w tej chwili połyka czerwonego misia.
- osz ty.. pożałujesz tego!-mówi wściekły Luke.Chłopak zaczyna krzyczeć podbiega do dziewczyny podnosi ją do góry -jak pannę młodą- nie ma wyjścia musi złapać się go za szyję. Chłopak odchodzi kilka kroków w tył i zaczyna biec, Corni krzyczy, a on się tylko śmieje. Biegnie, biegnie i skoczył prosto do wody. Podbiegam do krawędzi by zobaczyć czy się wynurzają. Pierwsza wynurza się Cornelia, a zaraz po niej Luke. Oburzona dziewczyna ochlapuje blondyna po twarzy i próbuje go utopić, ale nie udaje się jej to, bo on jest od niej silniejszy. Przypomina mi się jak pływałam z Niallem. Nie pozwolę im się bawić beze mnie. Rozpędzam się i skaczę do wody na główkę. Oboje przestają topić się wzajemnie i patrzą na mój skok. Podpływam do nich i najpierw wzajemnie się chlapiemy, a później topimy. Gdy topienie nam się znudziło popisywaliśmy się kto jak potrafi skoczyć z urwiska. Po około godzinie wyszliśmy z wody i położyliśmy się na kocu, aby trochę przeschnąć.
Może powinienem o niej zapomnieć, dać sobie z nią spokój. Dałem sobie radę bez niej kiedyś to i teraz dam. Nie! Nie stracę jej drugi raz! Nie pozwolę jej odejść z mojego życia! Dłużej tak nie wytrzymam. Szybkim krokiem wyszedłem z domu i podążyłem prosto do garażu. Chwyciłem do ręki kluczyki wiszące na ścianie. Stanąłem przy niskim, czarnym urządzeniu z dwoma kołami. Wyprowadziłem motor przed dom i wsiadłem. Odetchnąłem chwilę i odpaliłem silnik. Powoli ruszyłem z miejsca co chwila dodając gazu. Wiatr rozwiewał mi włosy, przyjemnie uderzał mnie w twarz i bawił się moją luźną, białą bluzką z krótkim rękawkiem. Przylepiał ją do mojego brzucha podkreślając jego najmniejsze zarysy, a rozdmuchiwał we wszystkie strony na plecach. To było coś, czego od dawna potrzebowałem. Z łatwością i coraz większą szybkością wymijałem auta i kolejne
przecznice. W końcu chcąc, nie chcąc znalazłem się tam - pod jej domem. Wpatrywałem się w niego szukając w oknach jakiegoś ruchu, znaku, że ona tam jest . I co zobaczyłem? Nic. Samochód stał na wjeździe, żaluzje nie były opuszczone a w środku paliły się dwa światła. Wpatrywałem się w ten budynek dobre parę minut. W końcu zebrałem się na odwagę i zszedłem z motoru kierując się do drzwi. Stanąłem przed dużym ciemnym prostokątem. Wyciągnąłem rękę i już miałem nacisnąć dzwonek.. ale cofnąłem rękę. Spojrzałem na drzwi wziąłem głęboki oddech.. nacisnąłem dzwonek i nic.. zero. Nacisnąłem jeszcze raz i znowu nic. Zacząłem się martwić. Nie ma jej w domu? Zasłoniłaby żaluzje. Dziwne. Chwyciłem za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Oparłem się o ścianę i czekałem, sam nie wiem na co. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i przesunąłem palcem po ekranie, wybrałem numer i zastanowiłem się czy zadzwonić. Po jakimś czasie drżącym, niepewnym palcem przycisnąłem cyfry na ekranie urządzenia. Ponowiłem ta czynność trzy razy coraz bardziej się denerwując. Nerwowo schowałem telefon do kieszeni spodni. I co teraz? Chciałem już podchodzić do motoru i wracać, gdy naszła mnie ochota obejścia budynku. Nawet nie wiem czego szukałem, ale gdy zobaczyłem otwarte ty okno na tyle coś kazało mi do niego podejść. Podskoczyłem i załapałem się parapetu, podciągnąłem się i wszedłem do środka. Przed sobą miałem biały salon, po lewej od niego kuchnie, a po prawej drzwi wejściowe. Obok mnie po lewej znajdowały się schody prowadzące na górę. Wszedłem po nich, ale na górze jak i na dole nikogo nie było. Czyli jednak gdzieś wyszła. Dlaczego ja to właściwie robię? Kierowałem się do okna żeby już wyjść ale moją uwagę przykuła szafeczka której wcześniej nie zauważyłem. Podszedłem do niej i zobaczyłem tam mnóstwo zdjęć w ramkach. Była na nich z tym chłopakiem z którym ostatnio ją widziałem i z jakąś blondynką, ładną blondynką. Na każdym z tych zdjęć była szczęśliwa, uśmiechnięta i to nie był wymuszony uśmiech do zdjęcia, to wszystko było prawdziwe. Spojrzałem ostatni raz na półkę z fotografiami, dostrzegłem jedną ramkę schowaną tam z tyłu. Ostrożnie wziąłem ją do rąk, aby nie poprzewracać innych ramek. Na zdjęciu były dwie osoby; chłopak i dziewczyna, zrobiono je kilka lat temu. Było to nasze zdjęcie jeszcze za czasów gimnazjum. Patrzyłem na to zdjęcie kilka minut. Wszystkie wspomnienia i te dobre i te złe przeleciały mi przed oczami. Nie wierzę, że ona ma to zdjęcie, Nathalia, ona.. i w tedy usłyszałem kluczyk w drzwiach. Schowałem się za ścianą nadal trzymając zdjęcie. Do domu weszła Nathalia była trochę przemoczona, a w rękach trzymała telefon, pewnie zobaczyła nieodebrane połączenia ode mnie. Zdjęła buty i bluzę a następnie przyłożyła telefon do ucha. Ten, do kogo dzwoniła chyba nie odbierał.
- Niall? Dzwoniłeś do mnie? Coś się stało? Gdzie jesteś?- powiedziała, a raczej nagrała się na MOJĄ skrzynkę! Ale szczęście, że mam wyciszony telefon ,spojrzałem na kieszeń moich spodni.
- tutaj - wyszedłem zza ściany. Telefon prawie jej wypadł z rąk ''telefon który jej dałem, a raczej odkupiłem''. Miałem wrażenie, że zaraz zacznie krzyczeć.
- Niall?! O boże! Co ty tutaj robisz? Jak tu wszedłeś? Przestraszyłeś mnie!
- Wszedłem przez otwarte okno - powiedziałem wpatrując się w nią - przestraszyłem cię? Jestem aż taki straszny?- zapytałem śmiejąc się cicho.
- No może trochę - odpowiedziała drwiąco i przeniosła wzrok z mojej twarzy na rękę - Co tam masz?
- A to - podniosłem rękę i spojrzałem na obrazek- Zdjęcie, nasze zdjęcie - podeszła do mnie, spojrzała na fotografię i uśmiechnęła się. Przejęła ją z moich dłoni i podeszła ze mną do półki gdzie odstawiła zdjęcie na miejsce. Spojrzała na szafeczkę uśmiechając się.
- Kto to?- wskazałem na blondynkę
- to Cornelia William, moja przyjaciółka.
- A to ten twój chłopak z którym cię ostatnio widziałem na mieście - pokazałem na chłopaka obok.
- Co?! - prawie krzyknęła - Zaczekaj chwilę , on.. co?.. nie.. - jąkała się nie wiedząc co powiedzieć. Wzięła głęboki wdech i powiedziała: - on nie jest moim chłopakiem, to mój przyjaciel Luke Hemmings - gdy to powiedziała odetchnąłem z ulgą, a kamień spad mi z serca. Sam nie wiem dlaczego, ale tak się czułem.
- Napijesz się czegoś ?- zaproponowała. Pokiwałem głową na tak i ruszyłem za nią do kuchni.
____________________
omg sorry ,że tak długo musieliście czekać ;-; ( taa, zawsze padają te słowa )
ale są wakacje. jedna jedzie na kolonie ,a druga za granicę , potem ta nad morze ,a ta gdzie indziej i nie ma jak się zgrać i przyjechać do siebie.
no ,ale mamy nadzieję ,że nam wybaczycie haha :)
kc was <3 ( wiem, ale tak brzmi fajniej :D )
- Wiesz że nasz chłoptaś ci tego nie wybaczy- wskazała ręką na otwartą paczkę. Zachichotałam. Corni jak zawsze wie co powiedzieć na przywitanie, żeby było śmiesznie .
- Nie bój się, wzięłam mu drugą paczkę - obie zaczynamy się śmiać. Mimo, że tak długo się nie widziałyśmy ona i tak się nie zmieniła.- stęskniłam się za tobą, tak dawno cię nie widziałam !
- ja też - odpowiada i jeszcze raz się przytulamy,
- słyszałam, że chodzisz na lekcje tańca.
- Tak od jakiś dwóch tygodni, naprawdę musiałam dużo ćwiczyć, żeby się na nie dostać. Przez to nie mogłam się z wami spotkać. Teraz jak się dostałam zajęcia mam we wtorki i czwartki- teraz już wiem i we wtorki i czwartki będę miała czas na swoje sprawy typu samotne zakupy ,ogarnianie mieszkania , spotkanie z rodziną (przydało by się), spotkania z Niallem.. Chwila co?! Przypomniała mi się jego mina jak go spotkałam wczoraj w drodze na lody z Lukiem. Od tamtej pory się do mnie nie odzywa, nie daje znaku życia, czyżby się obraził? Nie ! Haha Niall Horan ma focha! Haha.
Nagle wokoło rozprzestrzenił się przeraźliwy krzyk. Z przerażenia obie obracamy głowę, ale widzimy tylko Luka, który wygląda jakby zaraz miał się rozpłakać. Wskazuje palcem otwartą paczkę żelków i podbiega do niej z udawanym płaczem.
- kto śmiał zjeść moje Harribo! - wrzeszczy. - nie daruję wam!
- a nie mówiłam - mówi podekscytowana Corni.
- oj, mam dla ciebie jeszcze jedną paczkę - mówię chichocząc
Corni wyciągnęła z torby koc na którym usiedliśmy i jedliśmy kolorowe misie. Po jakimś czasie został ostatni wszyscy się na niego rzucamy. Postanawiamy jednak pobić się o niego grając w '' papier, kamień, nożyce''
Ja wygrałam ,ale Luke wyrywa mi go z ręki i się śmieje wtedy Cornelia chwyta misia i wstaje.
- nie zrobisz mi tego - mówi Luke
- ej on należy się mnie! Ja wygrałam - mówię oburzona. Blondynka w tej chwili połyka czerwonego misia.
~~Oczami Nialla~~
Może powinienem o niej zapomnieć, dać sobie z nią spokój. Dałem sobie radę bez niej kiedyś to i teraz dam. Nie! Nie stracę jej drugi raz! Nie pozwolę jej odejść z mojego życia! Dłużej tak nie wytrzymam. Szybkim krokiem wyszedłem z domu i podążyłem prosto do garażu. Chwyciłem do ręki kluczyki wiszące na ścianie. Stanąłem przy niskim, czarnym urządzeniu z dwoma kołami. Wyprowadziłem motor przed dom i wsiadłem. Odetchnąłem chwilę i odpaliłem silnik. Powoli ruszyłem z miejsca co chwila dodając gazu. Wiatr rozwiewał mi włosy, przyjemnie uderzał mnie w twarz i bawił się moją luźną, białą bluzką z krótkim rękawkiem. Przylepiał ją do mojego brzucha podkreślając jego najmniejsze zarysy, a rozdmuchiwał we wszystkie strony na plecach. To było coś, czego od dawna potrzebowałem. Z łatwością i coraz większą szybkością wymijałem auta i kolejne
przecznice. W końcu chcąc, nie chcąc znalazłem się tam - pod jej domem. Wpatrywałem się w niego szukając w oknach jakiegoś ruchu, znaku, że ona tam jest . I co zobaczyłem? Nic. Samochód stał na wjeździe, żaluzje nie były opuszczone a w środku paliły się dwa światła. Wpatrywałem się w ten budynek dobre parę minut. W końcu zebrałem się na odwagę i zszedłem z motoru kierując się do drzwi. Stanąłem przed dużym ciemnym prostokątem. Wyciągnąłem rękę i już miałem nacisnąć dzwonek.. ale cofnąłem rękę. Spojrzałem na drzwi wziąłem głęboki oddech.. nacisnąłem dzwonek i nic.. zero. Nacisnąłem jeszcze raz i znowu nic. Zacząłem się martwić. Nie ma jej w domu? Zasłoniłaby żaluzje. Dziwne. Chwyciłem za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Oparłem się o ścianę i czekałem, sam nie wiem na co. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i przesunąłem palcem po ekranie, wybrałem numer i zastanowiłem się czy zadzwonić. Po jakimś czasie drżącym, niepewnym palcem przycisnąłem cyfry na ekranie urządzenia. Ponowiłem ta czynność trzy razy coraz bardziej się denerwując. Nerwowo schowałem telefon do kieszeni spodni. I co teraz? Chciałem już podchodzić do motoru i wracać, gdy naszła mnie ochota obejścia budynku. Nawet nie wiem czego szukałem, ale gdy zobaczyłem otwarte ty okno na tyle coś kazało mi do niego podejść. Podskoczyłem i załapałem się parapetu, podciągnąłem się i wszedłem do środka. Przed sobą miałem biały salon, po lewej od niego kuchnie, a po prawej drzwi wejściowe. Obok mnie po lewej znajdowały się schody prowadzące na górę. Wszedłem po nich, ale na górze jak i na dole nikogo nie było. Czyli jednak gdzieś wyszła. Dlaczego ja to właściwie robię? Kierowałem się do okna żeby już wyjść ale moją uwagę przykuła szafeczka której wcześniej nie zauważyłem. Podszedłem do niej i zobaczyłem tam mnóstwo zdjęć w ramkach. Była na nich z tym chłopakiem z którym ostatnio ją widziałem i z jakąś blondynką, ładną blondynką. Na każdym z tych zdjęć była szczęśliwa, uśmiechnięta i to nie był wymuszony uśmiech do zdjęcia, to wszystko było prawdziwe. Spojrzałem ostatni raz na półkę z fotografiami, dostrzegłem jedną ramkę schowaną tam z tyłu. Ostrożnie wziąłem ją do rąk, aby nie poprzewracać innych ramek. Na zdjęciu były dwie osoby; chłopak i dziewczyna, zrobiono je kilka lat temu. Było to nasze zdjęcie jeszcze za czasów gimnazjum. Patrzyłem na to zdjęcie kilka minut. Wszystkie wspomnienia i te dobre i te złe przeleciały mi przed oczami. Nie wierzę, że ona ma to zdjęcie, Nathalia, ona.. i w tedy usłyszałem kluczyk w drzwiach. Schowałem się za ścianą nadal trzymając zdjęcie. Do domu weszła Nathalia była trochę przemoczona, a w rękach trzymała telefon, pewnie zobaczyła nieodebrane połączenia ode mnie. Zdjęła buty i bluzę a następnie przyłożyła telefon do ucha. Ten, do kogo dzwoniła chyba nie odbierał.
- Niall? Dzwoniłeś do mnie? Coś się stało? Gdzie jesteś?- powiedziała, a raczej nagrała się na MOJĄ skrzynkę! Ale szczęście, że mam wyciszony telefon ,spojrzałem na kieszeń moich spodni.
- tutaj - wyszedłem zza ściany. Telefon prawie jej wypadł z rąk ''telefon który jej dałem, a raczej odkupiłem''. Miałem wrażenie, że zaraz zacznie krzyczeć.
- Niall?! O boże! Co ty tutaj robisz? Jak tu wszedłeś? Przestraszyłeś mnie!
- Wszedłem przez otwarte okno - powiedziałem wpatrując się w nią - przestraszyłem cię? Jestem aż taki straszny?- zapytałem śmiejąc się cicho.
- No może trochę - odpowiedziała drwiąco i przeniosła wzrok z mojej twarzy na rękę - Co tam masz?
- A to - podniosłem rękę i spojrzałem na obrazek- Zdjęcie, nasze zdjęcie - podeszła do mnie, spojrzała na fotografię i uśmiechnęła się. Przejęła ją z moich dłoni i podeszła ze mną do półki gdzie odstawiła zdjęcie na miejsce. Spojrzała na szafeczkę uśmiechając się.
- Kto to?- wskazałem na blondynkę
- to Cornelia William, moja przyjaciółka.
- A to ten twój chłopak z którym cię ostatnio widziałem na mieście - pokazałem na chłopaka obok.
- Co?! - prawie krzyknęła - Zaczekaj chwilę , on.. co?.. nie.. - jąkała się nie wiedząc co powiedzieć. Wzięła głęboki wdech i powiedziała: - on nie jest moim chłopakiem, to mój przyjaciel Luke Hemmings - gdy to powiedziała odetchnąłem z ulgą, a kamień spad mi z serca. Sam nie wiem dlaczego, ale tak się czułem.
- Napijesz się czegoś ?- zaproponowała. Pokiwałem głową na tak i ruszyłem za nią do kuchni.
____________________
omg sorry ,że tak długo musieliście czekać ;-; ( taa, zawsze padają te słowa )
ale są wakacje. jedna jedzie na kolonie ,a druga za granicę , potem ta nad morze ,a ta gdzie indziej i nie ma jak się zgrać i przyjechać do siebie.
no ,ale mamy nadzieję ,że nam wybaczycie haha :)
kc was <3 ( wiem, ale tak brzmi fajniej :D )








